L I P A

 

 

 

 

Wyrosła przy drodze lipa rozłożysta

liście ma zielone , a kora soczysta.

Jej wielkie konary błogi cień robiły

a jej żółte kwiaty drzewo ozdobiły,

pszczoły na tych kwiatach wciąż pyłek zbierały

z nektaru tych kwiatów miód jest doskonały.

Kiedyś dawno temu piorun trafił drzewo

szczapy porozrzucał na prawo i lewo.

Lata upływały, czas zabliźnił ranę

a kiedy przechodzę często tam przystanę

i się zastanawiam; jak to jest możliwe

z taką wielką raną drzewo jest wciąż żywe.

Z wieloma wichrami lipa się zmagała,

lecz żadna wichura kłody nie złamała.

Ciężki śnieg przysypał gałęzie, konary

wiele wytrzymała – to jest nie do wiary

przecież piorun mocny wyrwał jej wnętrzności

i ją ogołocił aż do samej kości.

Sama porowata kora jej została

cienka ścianka łyka koronę trzymała

tylko pnia dwie części które jej zostały

w swoim wnętrzu domek skromny zbudowały.

Był on moją skrytką, kiedy byłem mały

bez żadnych problemów mieściłem się cały.

Kiedyś chrzestna Matka do nas przyjechała

i zapachem lipy wciąż się zachwycała.

Ja nie rozumiałem, zapachu nie czuję

dlatego że z lipą na co dzień obcuję.

Woń mi spowszedniała, piękna w niej nie widzę

dzisiaj zrozumiałem i się tego wstydzę.

Podobnie jest z raną, która pień obnaża

wielu tam przechodzi nikt nie zauważa.

Dobrze ci znajoma przecież lipa owa,

bo rośnie przy drodze, nigdzie się nie chowa.

Drogą co niedziela idziesz do kościoła

gdy Pan Bóg dzwonami cię do siebie woła

może owa rana to jest Oko Boga

które co dzień patrzy czyja lekka droga

czyje nogi chętnie, czyje z wielkim trudem

idą na spotkanie Pana Boga z ludem.

Ileż to pokoleń drzewo już widziało

dla nas bardzo dużo a dla niego mało.

Ile chrztów i wesel a pogrzebów ile

chwil radosnych dla nas wspominanych mile,

komunijnych dzieci ubranych na biało

i tych bierzmowanych na pewno nie mało.

Lipa rośnie dalej - lata upływają

ona się nie zmienia - ludzie się zmieniają.

Oby każdy człowiek życiem zmordowany,

który ma swe krzyże, jakieś swoje rany,

niech weźmie za przykład to drzewo sędziwe

chociaż ciężko ranne cały czas jest żywe.

Rośnijmy więc dalej, czy radość czy trwoga

lipa dla przyrody, my na chwałę Boga.

 

 

 

 

NAPISAŁ

W-w R-r

 

 

 

                                                                                    MAJ 2004r.

 

 

 

 

Była susza, teraz leje...

Taka już natura człowieka
że ciągle tylko narzeka.
Wciąż narzekać by się chciało,
a to, że sucho, to znów leje
i tak ciągle źle się dzieje.

Teraz jakieś "deszcze świętojańskie"
kraj nasz nawiedziły,
człowiek na nich nie ma siły.

Leje, wieje ślimaki "raj" swój mają
wszędzie sobie pełzają
i  co mogą zajadają.

Dziki w ziemniakach ryją
sarny warzywami się częstują,
lisy kury łapią
jastrzębie też na kury polują,
wcale deszczu nie czują.

Deszcze leją, czas ucieka,
praca czeka.
Grządki nie wszystkie jeszcze wypielone
siana nie wysuszone,
a tu - maliny dojrzewają
i żniwa się zbliżają.

Rano wstanę, spojrzę w okno
-co na dworze dziś się dzieje?
-a tu znowu - leje!

Żeby słoneczko ciepłe zaświeciło,
mokrą ziemię osuszyło
kości reumatyzmem pokrzywione ogrzało
to by się jeszcze pracować chciało.
Dzieci już wakacje mają,
jak wolny czas spędzają?
chyba tylko przed komputerem i telewizorem
rano i wieczorem.

Bez Pana Boga
sami nic nie poradzimy
więc o pogodę teraz gorąco prosimy.
A gdy susza wielka znów nastanie
zawołamy; deszczu, deszczu daj nam Panie!

Czy nam źle czy dobrze,
czy ciężko czy lekko,
z wolą Bożą zgadzać się trzeba
by kiedyś łatwiej trafić do nieba.

Handzlówka czerwiec 2009 rok.  pani Cwynar

Zegar

Dzisiaj jest

niedziela,
16 lutego 2020

(47. dzień roku)

Święta

Niedziela, VI Tydzień zwykły
Rok A, II
Szósta Niedziela zwykła

Sonda



Licznik

Liczba wyświetleń:
1629410